">
English
PL|EN
Polski

Francuskie "pas"

by Adam Bieganski, w zeszłym roku

O co chodzi z tym francuskim "podwójnym przeczeniem" (ne-czasownik-pas)?

Francuskie przeczenie

Pamiętam z lekcji francuskiego w szkole średniej, że francuskie przeczenie było trochę "zabawne" - trzeba było pamiętać o pas po czasowniku. Na przykład:

FR: Je ne sais pas.

EN: I don't know.

PL: (Ja) nie wiem.

Zjawisko to jest znane, jak właśnie się dowiedziałem, pod nazwą francuskiej kanapki:

French sandwich

Pamiętanie o ne przed czasownikiem nie było aż tak trudne - w końcu polskie nie jest w tym samym miejscu. Podobnie angielskie not, chociaż skrócone i z towarzyszącym wspomagającym do (tzw. do support to osobna historia, o której kiedyś, mam nadzieję, napiszę).

Jako rodzimemu użytkowniki języka polskiego i pewnemu siebie użytkownikowi angielskiego, trochę trudno było mi się pogodzić z istnieniem tego zbędnego słówka, którego użycie było konieczne, jeśli nie chciało się brzmieć jak chodzący Google Translate (który wtedy zresztą nie istniał; czy jestem już stary?)

Nie wiedziałem wtedy zbyt dużo o języku niemieckim, który ma tendencję do "odwróconego" szyku zdań (ten szyk jest "odwrócony" z punktu widzenia dzisiejszego języka angielskiego, nie w jakimś ogólnym sensie):

Ich weiss nicht.

Nie przyszło mi też do głowy skojarzenie z tą archaiczną formą negacji w angielskim:

I know not.

Przeczuwałem po prostu, że coś musi być "na rzeczy" w kwestii tej francuskiej "podwójnej" negacji. Szczególnie, że to raczej ne wygląda na odpowienik angielskiego not, polskiego nie i niemieckiego nicht - a nie pas.

Dopiero wiele lat później miałem się dowiedzieć o tym, co teraz opiszę.

Skąd się wzięło francuskie pas

Vieux jeu francuski (to brzmi o wiele śmieszniej po angielsku: vieux jeu jest w słownikach języka angielskiego, zapożyczone verbatim z francuszczyzny; oznacza coś starodawnego, już niemodnego) miał starą dobrą prostą negację, podobnie jak jego przodek - łacina. Można było powiedzieć po prostu:

Je ne sais.

i nie brzmieć dziwnie, jakby się było pijanym czy obcokrajowcem.

Notka: Co interesujące, standardowym sposobem przeczenia po łacinie było umieszczenie przed czasownikiem słówka non, np.:

Non scribo.

Nie piszę.

Po łacinie, podobnie jak po hiszpańsku lub polsku, można opuścić podmiot będący zaimkiem osobowym, bo czasownik jest wystarczająco odmieniony żeby zawrzeć informację o osobie. W angielskim z reguły zaimka podmiotowego się nie opuszcza - angielska koniugacja jest naprawdę szczątkowa. We francuskim jest też wystarczająco słaba (wiecie, jak po francusku i tak nie wymawia się większości końcówek wyrazów), żeby również podmiot w postaci zaimka osobowego był wymagany.

Jednakże łacina ma (miała?) specjalne słowo na określenie niewiedzy: nescire (widać tam nawet ne!).

Wrócmy do francuskiego pas. Un pas to we francuskim rzeczownik konkretny - oznaczający "krok" (pochodzi od łacińskiego passus). W języku protofrancuskim zwykle mówiło się:

Je ne marche.

Nie idę.

ale z emfazą:

Je ne marche pas.

Nie postąpię ani kroku.

Mówiono też:

Je ne bois goutte.

Nie piję ani kropli.

Je ne mange mie.

Nie jem ani okruszka.

Z czasem, prawdopodobnie z powodu tego, że ne nie mogło być akcentowane, te "wzmacniacze" były używane coraz częściej. Tak często, że efekt emfazy stopniowo słabł - i w końcu pas brzmiało jak coś, co po prostu jest konieczne. A co oznacza konieczność w języku? Oczywiście - to gramatyka!

Notka: Powstaje pytanie - dla kogo pas brzmiało jak coś, co było konieczne?

Zwykle w takich przypadkach - dla ludzi, którzy uczą się danego języka jako rodzimego, czyli dzieci i młodzieży. Nie jestem pewien, że tutaj też tak było, ale odrobinę podobnym przykładem może być czasownik "to verse" w amerykańskim angielskim.

Można usłyszeć na przykład takie zdanie:

So your team's playing football tomorrow? Who are you versing?

które oznacza: "Whom are you playing against?" (Przeciw komu gracie?) Jak to możliwe?

Ci młodzi "językowi filistrzy" słyszeli pewnie w TV wiele takich zdań:

Team A versus team B

My wiemy, że tam jest versus, pochodzący z łaciny przyimek, oznaczający against (przeciw).

Ale to słowo brzmi dokładnie tak samo jak verses, i doskonale wpasowuje się w szyk podmiot-orzeczenie-dopełnienie (subject-verb-object)

Moja funkcja sprawdzania pisowni angielskiej podkreśla versing - takie słowo "nie istnieje". Ale być może to tylko kwestia czasu?

Gramatykalizacja

A więc okazuje się, że nie bez powodu zastanawiałem się nad zbędnością słówka pas. Dawniej go nie było, i ne w zupełności wystarczało. Dzisiaj jednak już nie jest "zbędne" w takim sensie, że francuska gramatyka go wymaga, chyba że ktoś chce brzmieć dziwnie i liczy się z byciem trudnym to zrozumienia przez rodzimych użytkowników francuskiego.

Faktycznie - głównie w mówionym francuskim - słówko ne jest pomijane, bo obecnie to właśnie pas "dokonuje dzieła" przeczenia.

Proces, w wyniku którego "zwykłe" (konkretne) słowa stają się częściami gramatyki nazywany jest przez lingwistów gramatykalizacją (ang. grammaticalisation). W związku z tym, że jest to stosunkowo nowa dziedzina, jest wiele sporów dotyczących zakresu tego procesu, jego jednokierunkowości, itd. - ale faktem pozostaje, że jest on uważany za sposób powstawania gramatyki: słowa konkretne stają się częścią gramatyki poprzez utratę swojego oryginalnego, "namacalnego" znaczenia, i niesienie znaczenia (bardziej) abstrakcyjnego. "Niezrobienie ani kroku" stało się gramatycznym przeczeniem w przypadku francuskiego pas.

Jak to ujął profesor John McWhorter (cytuję z pamięci):

When you're sitting under a tree, naked, trying to invent language, you are going to come up with words for plants, animals, the sea - all these things. But how are you going to come up with the word for about?

Kiedy, siedząc nago pod drzewem, próbujecie wynaleźć język, wymyślicie słowa odpowiadające roślinom, zwierzętom, morzu - wszystkim tego typu rzeczom. Ale w jaki sposób wymyślicie słowo oznaczające o?

Źródło: [Understanding Linguistics: The Science of Language] (http://www.thegreatcourses.com/courses/understanding-linguistics-the-science-of-language.html)

Gramatykalizacja to proces naturalny, tzn. nie ma tu żadnego "wielkiego projektu" czy planu. Dlatego też bardzo często komplikuje ona język, lub zwiększa redundancję. Jednocześnie - czyni go bardziej ekspresywnym, wielopoziomowym, giętkim i zniuansowanym, a tego właśnie potrzebuje naturalny język.

Invention of Grammar Gramatyka nie powstała w ten sposób; i to nawet nie jest to, co lingwiści nazywają gramatyką. Źródło: explosm.net

Kreole

Jako swoisty mikrokosmos gramatykalizacji można postrzegać tzw. języki kreolskie, zwane też w skrócie kreolami.

Kreol to pełny język, który powstaje kiedy wzajemnie niezrozumiałe języki gdzieś się "spotykają" - np. w kolonii lub na plantacji.

Na początku, kiedy wchodzą ze sobą w kontakt ludzie, którzy nie mają wspólnego języka, pojawia się tzw. pidgin (po polsku pidżyn lub język wehikularny) - uproszczony "język" niemalże pozbawiony gramatyki, wystarczający to przekazywania prostych znaczeń z dużą pomocą gestykulacji i kontekstu. Dzieje się tak, ponieważ dorośli nie są zbyt dobrzy w nauce języka, szczególnie jeśli ta nauka nie jest ich głównym zajęciem, i nie mają pomocy w postaci podręczników czy nauczycieli.

Słowo pidgin pochodzi ponoć od chińskiej interpretacji angielskiego słowa business. Pidżiny te pojawiły się między innymi z konieczności prowadzenia interesów (ang. business) - czyli handlu między użytkownikami wzajemnie niezrozumiałych języków.

Dorośli "wynajdujący" język w takich okolicznościach nie są w stanie zajść dalej niż stadium pidgin. Jednakże, jeśli stan współzamieszkiwania różnych grup etnicznych jest permanentny, taki pidgin dostanie się prędzej czy później w ręce dzieci - które raczej nabywają język, a nie uczą się go; to znaczy - mają naturalną skłonność do gramatyki, i dlatego wywnioskują "brakującą" gramatykę z łamanych wypowiedzi dorosłych, i wypełnią "puste miejsca" odbijając od siebie nawzajem swoje eksperymentalne wypowiedzi.

Tok Pisin

Spójrzmy na przykład na Tok Pisin - jest to kreol, którym posługuje się około miliona ludzi na Papui Nowej Gwinei. Rodzimi użytkownicy tego języka nazywają go "Pidgin", kiedy mówią po angielsku, co czyni go swego rodzaju "przysłowiowym" pidginem. Ale jest to w rzeczywistości pełny język, i jest kreolski, bo powstał z pidgina używanego przez robotników na plantacjach w Queensland, sprowadzonych z Nowych Hebrydów (Vanuatu), Wysp Salomona, itp.

Nazwa Tok Pisin pochodzi od angielskiego talk business, choć słowo tok ma o wiele szersze znaczenie (oznacza mowę, język). **Pisin to kolejna interpretacja angielskiego business - Tok Pisin to wbrew pozorom nie język opisu pewnej funkcji fizjologicznej...

Bardziej interesująca jest jednak gramatyka Tok Pisin.

Do oznaczania czasu przeszłego w Tok Pisin używa się słowa bin (od angielskiego been). Można więc powiedzieć:

Mipela i bin go long blekmaket.

We went to the black market.

(My) poszliśmy na bazar (?).

Mipela oznacza my, bo -pela to przyrostek liczby mnogiej (a także marker przymiotnikowy). Zaimki osobowe to więc:

SingularPlural
1st exclusivemimipela
1st inclusiveyumipela / yumi
2ndyuyupela
3rdemol

Jak widać - jest miło i schludnie, oprócz "oni/one", który to zaimek brzmi ol (od angielskiego all) - ale to jest "naturalne" zaburzenie, którego należy się spodziewać, skoro język ten nie został sztucznie zaprojektowany. Ol jest też używane do tworzenia liczby mnogiej rzeczowników:

man - mężczyzna

ol man - mężczyźni

Ponadto, Tok Pisin oznacza tzw. "clusivity" (włączność?) pierwszej osoby liczby mnogiej - jest to coś, czego angielski (ani polski) nie robi (i jest to do pewnego stopnia brak).

W Tok Pisin zaznacza się, czy zostaliśmy zaproszeni "wraz z osobą, którą informujemy o zaproszeniu" lub "tylko my, z wyłączeniem rozmówcy":

Fred i bin singautim yumi long pati.

Fred invited us (including you) to the party.

Fred zaprosił nas (włączając ciebie) na przyjęcie.

Fred i bin singautim mipela long pati.

Fred invited us (excluding you) to the party.

Fred zaprosił nas (wyłączając ciebie) na przyjęcie.

To rozróżnienie jest czasem przydatne, a po angielsku czy polsku dokonuje się go opisowo, kiedy to potrzebne. Ale w Tok Pisin trzeba zawsze tego rozróżnienia dokonać - a to oznacza kolejną rzecz, o której trzeba pamietać, a więc: wyższy stopień skomplikowania języka.

Dzierżawa jest wyrażana za pomocą przyimka bilong (od angielskiego belong). Więc:

Mamapapa bilong mi = My parents = Moi rodzice

Husat nem bilong yu? = What is your name? = dosł Jakie imię twoje?

Wróćmy do Europy

Gramatykalizacja zachodzi cały czas we wszystkich językach naturalnych. Poniżej kilka przykładów.

Po niemiecku:

Manchmal muss man Kompromisse machen.

Sometimes one must compromise.

Czasem trzeba iść na kompromis.

Zaimek nieokreślony man powstał z rzeczownika konkretnego Mann.

Po angielsku, w czasach Szekspira, I'm going to znaczyło, że dosłownie przemieszczam się dokądś aby coś zrobić, więc można było powiedzieć:

I'm going to see the king. (Idę zobaczyć się z królem)

ale:

I'm going to have bad dreams now. (Będę miał teraz złe sny)

brzmiałoby odrobinę osobliwie, chyba że mówiący faktycznie szedłby do swojej sypialni z zamiarem śnienia koszmarów.

Sprawy tak się potoczyły, że część znaczenia odpowiedzialna za zamiar pozostała, ale fizyczne przemieszczenie stało się zbędne. W pewnym momencie to be going to stało się częścią gramatyki: czasem przyszłym.

Znowu należy zaznaczyć, że stało się to droga naturalną, nie było planowane, więc to be going to nie zastąpiło czasu przyszłego "właściwego" (I will) czy też czasu teraźniejszego używanego do wyrażania przyszłości (np. "I am seeing him in a week") - można je czasem stosować wymiennie, ale nie zawsze. To ubogaca język, ale jest też przyczyną bólu głowy uczących się go dorosłych...

Co ciekawe, marker "właściwego" czasu przyszłego - will - także wyewoluował z czasownika który miał konkretne znaczenie.

Staroangielski czasownik willan, który oznaczał to want/to wish, i był czasownikiem pełnym (tzn. niemodalnym, miał czas przeszły, etc.), uległ gramatykalizacji do modalnego czasownika will, używanego do oznaczania czasu przyszłego, i stracił znaczenie związane z zamiarem (nie oznacza już, że podmiot chce lub życzy sobie czegoś).

W innym germańskim języku - niemieckim - wciąż istnieje czasownik pełny wollen, który w pierwszej i trzeciej osobie liczby pojedyńczej czasu teraźniejszego przybiera formę will, i który wciąż oznacza want/wish.

Ponadto, po angielsku mówi się czasem na przykład:

Imagine, if you will, a perfectly streamlined language.

Tutaj will nie sygnalizuje czasu przeszłego, to wciąż jest stare will znaczące want.

And then he was like...

And then he was like, "Check this out!"

I wtedy on: "Weź to obczaj!"

To powyżej to gramatykalizacja odbywająca się przed naszymi oczami. Konstrukcja to be like używana do wprowadzenia cytatu określana jest jako "colloquial quotative like". Nadal jest uważana za potoczną, ale like it or not, co potoczna dzisiaj jest często dopuszczalne jutro, a pojutrze staje się normą...

A co z uproszczeniem?

Jak wspomniałem wyżej, gramatykalizacja to proces naturalny, i jako taki bazuje na "ruchach Browna" użytkowników języka w zakresie ich sposobu mówienia. Skoro jednak nie stoi za nią żaden "wielki projekt", nie postępuje ona w jednym określonym kierunku w takim sensie, że wypadkowym efektem będzie bardziej "opływowy", uproszczony język.

O wiele częściej język staje się raczej bardziej złożony - więcej rzeczy trzeba śledzić i zaznaczać w wypowiedziach, aby te brzmiały gramatycznie. Końcówki czasu przeszłego wyewoluowały w wyniku gramatykalizacji - i teraz trzeba wkuwać -em, -eś, -iśmy, -iście, ucząc się polskiego czasu przeszłego jako dorosły. Czy nie wystarczyłaby ta sama końcówka bez względu na osobę i liczbę, i użycie zaimka osobowego?

Tak sobie myśli każdy dorosły uczący się języka obcego - czy na przykład koniugacja nie mogłaby być prostsza? Czy nie mógłbym po prostu powiedzieć:

I learn, you learn, we learn, they learn...

Chwila, chwila! Przecież dokładnie tak jak powyżej jest w angielskim! Jak to się stało, że bardzo fleksyjny germański język (staroangielski, Old English) stał się współczesnym angielskim (Modern English), w którym używa się tylko "s" w trzeciej osobie liczby pojedyńczej, a wszystkie inne formy brzmią tak, jak bezokolicznik? Dlaczego współczesny niemiecki to wciąż:

ich lernewir lernen
du lernstihr lernt
er/sie/es lerntsie lernen

a angielski to tylko:

I learn we learn
you learnyou learn
he/she/it learnsthey learn

?

Odpowiedź na to pytanie ma coś wspólnego z dorosłym uczącymi się języka obcego i Wikingami, i powinna być interesującym tematem na kolejną notkę na blogu...

blog comments powered by Disqus